„Chciałam wiedzieć wszystko, chociaż w niewiedzy zawsze była jakaś nadzieja.“
Tracy Chevalier – Dziewczyna z perłą.

Gdybym była pluszowym misiem, z pewnością moje życie potoczyłoby się inaczej. Tymczasem zostałam wyprodukowana jako wypchana puchem zielona, wstrętna żaba.
I do pewnego czasu wcale mi to nie przeszkadzało, ponieważ żaby cieszyły się wtedy dobrą reputacją. Każda dziewczynka chciała mieć w domu żabę, którą po osiągnięciu pełnoletności miała mocno pocałować, a ta zamienić się w wymarzonego księcia.

Tak więc trafiłam na sklepową półkę i czekałam, aż w końcu jakieś dziecko się mną zainteresuje. Słuchałam różnych, często niesprawiedliwych uwag na swój temat:
-Mamo, zobacz jakie te żaba ma brzydkie oczy!
-Ja nie chcę tej żaby. Tamta jest ładniejsza!
Dzielnie znosiłam wszystkie oszczerstwa kierowane w moją stronę. Wierzyłam, że w końcu znajdzie się ktoś, kto mnie doceni i uściska z całych sił po wyjęciu z pudełka. Ja naprawdę chciałam, żeby ktoś mnie pokochał. Bezinteresownie, no może za miękkość, której (byłam pewna!) mi nie brakowało.

Udało się.

[…]

Chociaż nasza miłość dojrzewała pomału, po kilku miesiącach byliśmy już prawie nierozłączni. On i Ja. Z początku zabierał mnie tylko na podwórko, bo przecież nie byłoby wielkiej straty, gdybym utknęła w jakiejś rurze albo wpadła do kanału. Jednak cieszyłam się z tego, co mam. Czasami bałam się, że o mnie zapomni, ale nigdy tego nie zrobił. Jego czarne jak węgiel oczy z każdym dniem patrzyły na mnie z coraz większą troską. Jego małe ramiona coraz silniej tuliły, gdy bał się potworów mieszkających w szafie. Ja stałam się częścią jego Świata, natomiast on dla mnie był całym Światem.

[…]

Jego dłonie stawały się coraz większe, a mi z każdym praniem ubywało koloru. Spędziliśmy ze sobą kilka dobrych lat. Z początku Słuchaliśmy Jeżowskiej, później katował mnie Iron Maiden. Zawsze starałam się udawać, że mi się to podoba, chociaż moje uszy ledwo wytrzymywały ciężkie dźwięki. Z pogodnego chłopca stał się młodym mężczyzną. Chciałam rozwiewać jego największe wątpliwości i odpowiadać na pytania, które zadawał w swoim notatniku. Niestety mnie nie słuchał. Zresztą, co ja tam wiedziałam, byłam tylko błędem jego młodości, którego bał się wyrzucić do kosza.

Zaczęłam się zastanawiać– Może gdybym te dwadzieścia lat temu trafiła w ręce jakiejś dziewczynki… Może byłabym troszkę szczęśliwsza? Może bardziej doceniłaby moje starania i przymykała oko na tracący blask.

[…]

Doszło do momentu, w którym przez kilka miesięcy bez przerwy siedziałam na półce. Była to pewnego rodzaju faza buntu- chłopiec przestał sprzątać. Chciał pokazać rodzicom, że to on tu ustala reguły. Czasami patrzył na mnie z pogardą, czasami nie patrzył wcale. Jednak odnosiłam wrażenie, że w pewnych momentach chciał podejść i mnie po prostu przytulić. Albo przywalić w twarz- sama już nie wiedziałam. Zaczęłam się bać.

[…]

Pewnego razu podczas jego nieobecności, weszła do pokoju jego matka. Zbierała porozrzucane skarpetki i wkładała je kolejno do wielkiego kosza. Zobaczyła mnie- smutną, wyblakłą i okurzoną. Cieszyłam się, bo byłam pewna, że natychmiast mnie weźmie i wrzuci do pralki na solidne 60 stopni. Tak jak zawsze. Tak jak kiedyś…

Niestety i tym razem się pomyliłam. Trafiłam do…

Ciąg dalszy nastąpi.

 

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *