Zanim zabrałam się do pisania tego artykułu, musiałam odpowiedzieć sobie na jedno, kluczowe pytanie. Czy ta książka drażni mnie ze względu na to, że mam całkowicie inny światopogląd niż Pani Katarzyna, czy po prostu przeszkadza mi reklama, która oszukała, że ta książka naprawdę ma moc. Z drugiej strony o gustach się nie dyskutuje i wiem, że część osób naprawdę podziwia ten krótki splot myśli jednej z najlepszych wokalistek w Polsce.

Od tego chyba należy zacząć moją opinię dotyczącą tej lektury. Ja Katarzynę i jej twórczość szanuję i bardzo lubię. Jej muzyka, inteligentne, pełne przenośni teksty towarzyszyły mi przez cały okres dojrzewania. Wraz z wiekiem odkrywałam prawdziwe znaczenie jej słów i wyłapywałam sens z wypowiedzi, które na pierwszy rzut oka były sensu pozbawione. Po książkę sięgnęłam z ciekawości. Przyznam szczerze, że byłam bardzo sceptycznie do niej nastawiona. Widząc, że cały internet huczał od jej reklamy, podejrzewałam, że może być to tylko materiał, a nie dusza zamknięta w stronach książki. Nie ma co się dziwić – od takich artystek jak Nosowska oczekuje się znacznie więcej.

Z Panią Katarzyną jedyne co mnie dalej łączy to wspomnienie. Jeszcze do niedawna wywoływało u mnie dzikie rumieńce na policzkach. Dzisiaj jestem już na tyle duża, że śmieję się z tego, a nawet jestem z siebie dumna. Chyba 10 lat temu, w czasach kiedy myślałam jeszcze, że umiem śpiewać, wzięłam udział w konkursie wokalnym. Dzielnie przygrywał mi na gitarze chłopak, który zwolnił się ze swoich zajęć, aby tylko móc towarzyszyć mi w tym ciężkim (dla nas obojga zresztą) dniu. Wyryczałam, wyjęczałam trochę do mikrofonu, że kiedy najsilniejsza światła moc, to moja miłość się ukrywa, bo jest sową. Zamknęłam oczy pod pretekstem mojej marnej choreografii, a tak naprawdę nie chciałam widzieć tych wszystkich spojrzeń ludzi, którzy zastanawiali się, czy ja tak na serio, czy to jakiś żart. No, ale że obojętność jest królową zimną i nieczułą, dostaliśmy ogromne brawa za odwagę i de facto — nikt się ze mnie później (głośno) nie śmiał.

Więc jeżeli ktoś się jeszcze raz mnie zapyta, czy się nie boję, nie wstydzę i nie krępuję pisać moich żali w internecie i pracować przy komputerze, będę odpowiadać: Ludzie, byłam SOWĄ, przez dwie minuty usilnie próbowałam udowodnić, że jęczenie do mikrofonu jest łatwe i że mam głos chociaż trochę jak Nosowska, czego ja mam się wstydzić? To, co robię teraz, to błahostka.

Katarzyna Nosowska to kobieta jedyna w swoim rodzaju. Czytając jednak jej książkę, czułam, że chce się trochę usprawiedliwić, powołując na świadków przykłady z social mediów i koleżanek „po fachu”. Nie oszukujmy się — internet dał nam naprawdę możliwość kreowania się na osoby, którymi nie jesteśmy. Sieć to takie magiczne miejsce, w którym mogę napisać, że zarabiam w tysiącach i nigdy nie dam Wam powodów, żebyście myśleli, że jest inaczej. Nie chcę jednak tego robić i nie chce robić tego Nosowska. Rozumiem więc przekaz, ale z drugiej strony — ona postępuje podobnie. Bo skąd wiemy, czy aby na pewno jej naturalność i bunt przeciwko nadmuchanym koleżankom nie wynika tylko i wyłącznie z chęci zarobienia pieniędzy albo zrobienia małego szumu? Czy tylko dla mnie nie istnieje czarne albo białe? Ja mam jeszcze szarość i wszystkie odcienie różu.

W dzisiejszych czasach, żeby „zaistnieć” (nawet w pozytywnym tego słowa znaczeniu) trzeba zrobić jedną z dwóch rzeczy — iść za „modą” i robić to, co wszyscy, ale z przekonaniem, że robi się do o wiele lepiej, albo sprzeciwić się do szpiku kości i czekać, aż ktoś wreszcie przyzna, że nas rozumie i że ma podobnie. To stwierdzenie dotyczy się tylko osób publicznych, nie mam więc na myśli biznesu. Chodzi mi bardziej o osoby znane z YouTuba, Instagrama i wszelkiego typu mass mediów.

Z jednej strony Nosowska śmieje się z koleżanek, które wciskają w siebie kwas hialuronowy i botoks, a z drugiej strony zazdrości figury innym kobietom. Sama przyznaje, że nie lubi ćwiczyć i szuka usprawiedliwienia dla swoich nadprogramowych kilogramów. Każdy powinien mieć swoje zdanie, ale myślę, że porównywanie i ocenianie innych kobiet jest dość słabe. Gdzie solidarność jajników i gdzie w ogóle podziała się kobieca życzliwość? Ok, masz 50 lat i chcesz sobie wypełnić zmarszczki? Dlaczego nie! To Twój wybór. Wierzę, że robisz to dla siebie, bo masz taką możliwość, a nie dlatego, że nie możesz pogodzić się z upływającym czasem. Nawet Katarzyna Nosowska nie ma prawa mówić, że pięćdziesięcioletnia kobieta korzysta z usług chirurga plastycznego, bo chce się nadal podobać facetowi.  Uważam, że gdybyśmy my – kobiety „odczepiły się od siebie” Świat byłby piękniejszy. Mnie osobiście nie obchodzi to, że Nosowska nie ma płaskiego brzucha. Podobnie jak to, że inna kobieta wstrzyknęła sobie talerze w pośladki. Chciała? To ma. Ja mam swoje życie, a sercem jestem z nimi wszystkimi.

  • Niektóre felietony przypadły mi do gustu, żeby nie było. Zwłaszcza te przemyślenia o macierzyństwie, z którymi mogę się utożsamić. Uważam, że nie ma matki idealnej, a samo rodzicielstwo jest bardzo mocno wyreżyserowane w dzisiejszych czasach. Ta matka, która nigdy nie podniosła głosu na swoje dziecko, niech pierwsza rzuci kamieniem…

„Ci ludzie są tylko na zdjęciach uśmiechnięci, tak naprawdę są smutni… dokładnie jak ja, ale ja nie udaję”. Faktem jest, że niektórzy ludzie w internecie i w telewizji kreują się na postacie, którymi nie są. Nie wszyscy jednak przyjęli taką strategię i o tym trzeba mówić. Sieć dała nam możliwość poruszania tematów tabu takie jak depresja, HIV czy nawet prostytucja. Ja uwielbiam pisać na takie tematy, bo wierzę właśnie w tę dobrą stronę internetu. Zawsze jak sięgam po jakąś książkę, wierzę, że zmieni ona, chociaż w niewielkim stopniu moje życie. Do tej pory wynosiłam wiele dobrych rzeczy z lektur, które czytałam. Tym razem jednak trochę się zawiodłam i to nie przez wzgląd na wielką sympatię do Pani Katarzyny Nosowskiej, ale przez jej szukanie usprawiedliwienia swojego zachowania wśród innych ludzi – czasami obcych, a czasami tych najbliższych. No i przez te słowa, zdania napompowane pseudo artystyczną masą, które o ile da się zrozumieć – powodują niesmak u tych bardziej „czepliwych” i wymagających. 

Nigdy nie miałam takich mieszanych uczuć, jeśli chodzi o książkę. Z jednej strony szanuję, lubię i podziwiam, a z drugiej strony czuję się zawiedziona. Tutaj nie chodzi o różnicę pokoleń, ale o całkiem inny światopogląd i doświadczenia. Katarzyna Nosowska to osoba zdystansowana i pewna swoich racji. Ja jestem zawsze gdzieś głową w chmurach, zapasem wiary w kieszeniach i empatią, która czasami zawodzi. To nie jest tak, że ja nie zrozumiałam tej książki –  to jest tak, że ta książka kłóci się trochę z moim ironicznym, lecz całkowicie pozytywnym spojrzeniem na Świat. 

 

 

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *