Dzisiaj chciałabym sobie z Tobą pogadać o języku korzyści na przykładzie bardzo popularnych w ostatnim czasie ogłoszeń o pracę. Takie ogłoszenia zapewne widujesz kilka razy dziennie np. na swojej tablicy na Facebooku. Założę się, że kiedyś być może zastanawiałaś się nad taką opcją i kliknęłaś komentarz: zainteresowana!

Wiesz co? Wcale się nie dziwię, bo każda z nas chciałaby pracować w domu z kilku powodów. Po pierwsze — chciałabyś mieć więcej czasu na domowe obowiązki, nie musiałabyś odwozić dziecka do żłobka, a nawet mogłabyś zrezygnować z przedszkola — w końcu Twoja pociecha tak często choruje. W dodatku zarabiałbyś pieniądze. Może z początku nie byłaby to wielka suma, ale z pewnością starczyłoby na pieluchy i na swoje małe przyjemności, o których istnieniu już zapomniałaś. No i komfort psychiczny — Twój „szef”, nawet jeśli miałby do Ciebie pretensje, to wysłałby maila. Nie musiałabyś oglądać jego zgorzkniałej twarzy.

Każda matka marzy, żeby zarabiać pieniądze, jednocześnie poświęcając się całkowicie rodzinie. Nie jest to jednak możliwe, bo praca zawsze wiąże się z obowiązkami. Dlatego, jeśli ktoś oferuje Ci pracę przez internet z elastycznymi godzinami, to albo nie zarobisz dużo, albo poświęcisz jednak sporą część swojego czasu, aby uzbierać te 300 zł.

Odstawmy na bok wszelkiego typu piramidy finansowe, firmy kosmetyczne i zakładanie kont bankowych, które najczęściej kryją się pod takimi hasłami. Nie mi oceniać ich politykę, słuszność i przede wszystkim wiarygodność. Wiem, że są ludzie, którzy z tego utrzymują rodzinę, ale zapewniam Was — oni latami pracowali na to, co mają teraz albo po prostu są szczęściarzami. Dlaczego więc codziennie widzimy ogłoszenia, które kuszą? Ponieważ im więcej ludzi „łyknie przynętę” tym więcej oni zarobią. Być może za jedną osobę, która faktycznie założyła konto w banku i zaciągnęła pożyczkę z ich polecenia, dostaną 10 zł. Być może za to, że Twoja znajoma założyła konto w sklepie kosmetycznym, dostaną 50 groszy.

Dzisiaj chciałabym się skupić na języku korzyści. Bo te ogłoszenia o pracę wciąż mają wielki odzew i wiele kobiet zgłasza swoją chęć pracy zdalnej. Pod jednym, dobrze napisanym postem naliczyłam ponad 60 komentarzy: „priv” lub „zainteresowana”. Jako copywriter nie mam uprawnień do oceniania pracy innych, ale mogę z pewnością powiedzieć, że słowa zawarte w takich ogłoszeniach są po prostu trafione i … przemyślane. I nie, te kobiety oferujące pracę zdalną same tego nie wymyśliły.

„Jestem mamą, która pracuje w domu. Z dzieckiem, przy dziecku”. Widząc takie zdanie, odbiorca reaguje już na starcie bardzo pozytywnie. Mama patrzy na swoje małe dziecko — w końcu tyle by dała, żeby jeszcze z nim „posiedzieć”. A z drugiej strony, chciałaby zapewnić mu dobrą przyszłość… A tu nagle, jakaś kobieta pisze, że zarabia pieniądze, jednocześnie zajmując się pociechą!

„Praca dodatkowa dla ambitnych kobiet: kobiet w ciąży, mam na urlopie wychowawczym itp.” Tutaj (przyszła) mama dostaje zastrzyk pozytywnej energii, bo przecież jest ambitna. Ktoś chce właśnie ją. Ona jest ambitna i na pewno sprawdzi się w tej pracy.

„Szkolenia ZA DARMO dla początkujących i GRATISY”. Możliwość szkoleń jest dla kobiet bardzo obiecująca. W końcu każda z nas marzy o tym, żeby mieć swój planner, w którym zapisane są daty wydarzeń, które nas czegoś nauczą. Słowo „za darmo” daje gwarancję, że te 300 zł, które zarobimy na pewno, wydamy tylko i wyłącznie na swoje potrzeby. A gratisy? Może będą to luksusowe perfumy, próbki drogich kremów albo prenumerata jakiejś gazety?

„Zarobki zależne od zaangażowania: od 300 zł do 2500 zł”. Jedni sobie myślą, że co to za praca, w której zarabia się tylko 300 zł?! Dla młodej matki jednak 300 zł to duży zastrzyk gotówki. 300 zł to zapas pieluch, kupienie lepszej pielęgnacji dla siebie i dla dziecka, a nawet pozwolenie sobie na droższą torebkę. 300 zł w tym przypadku byłoby znaczące w budżecie domowym. Stwierdzenie, że można zarobić od 300 zł, daje tak jakby gwarancję kobiecie, że te 300 zł na pewno zarobi przy najmniejszym wysiłku — w domu, przy dziecku i śpiąc spokojnie. Czy na pewno zarobi te 300 zł? Wątpię.

I to jest właśnie język korzyści, który można wytłumaczyć na poniższym schemacie:
  • Co? +Jakie to jest?+Jakie będę mieć z tego korzyści? + (Dlaczego właściwie tego potrzebuję?)

Perfumy o niezwykłym, soczystym i trwałym zapachu, które będą działać jak magnes i nigdy nie pozwolą mu o Tobie zapomnieć.

Praca dla kobiet ambitnych, które chcą jednocześnie zarabiać i zajmować się dzieckiem. Oferujemy gratisy i darmowe szkolenia.

Albo jeszcze bardziej przemawiający język korzyści, w którym zwracamy się do kogoś bezpośrednio, jak najlepsza przyjaciółka:

Chcesz przyciągać go jak magnes za każdym razem? Chcesz, aby zawsze o Tobie myślał? Nasze perfumy o soczystym i trwałym zapachu dadzą Ci gwarancję pozostania na dłużej w jego zmysłach.

Też chciałam znaleźć pracę idealną, aby móc jak najwięcej czasu spędzać ze swoim dzieckiem. I wiesz co? Uwierzyłam w siebie i spełniłam swoje marzenia! Teraz chcę opowiedzieć Ci o tym, żebyś ty wreszcie uwierzyła w siebie!

To jest właśnie język korzyści, którego powinni używać wszyscy, niezależnie w jakiej działają branży. Bo tak naprawdę ludzie nie sprzedają produktu, lecz rozwiązanie i spełnienie pragnień. I zawsze to powtarzam moim klientom! I tak właśnie wszyscy powinni zwracać się do swoich zainteresowanych.

Dlaczego więc niektórzy boją się mówić o zaletach swoich i swoich produktów? Dlaczego wstydzą się mówić, że za sukienką szytą na miarę kryje się chęć ukrycia brzuszka i niedoskonałości? Kobiety oferujące pracę zdalną mają wciąż wielki odzew pod postem, chociaż świadomość o pracy online wciąż rośnie. Dlaczego? Bo trafiają w czuły punkt i reagują na potrzeby innych. Ty też możesz ze swoim biznesem wnieść się na wyżyny i znaleźć swoje mocne strony oraz trafić w potrzeby klientów, a jeśli nie wiesz jak to napisz do mnie! Z chęcią Ci pomogę!

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *