Dobrze, zrobię to jak najszybciej” zamieniła na: „zrobię, jak trochę odpocznę”. Mopa rzuciła w kąt i zaprzyjaźniła się z klejącą podłogą. Odkryła nawet, że chodzenie boso po lepiącym się drewnie wcale nie jest takie złe. Mężczyźnie, przez którego czuła kiedyś motylki w brzuchu, które z upływem lat przerodziły się w mdłości, spakowała walizki i wywaliła za drzwi. Zrozumiała, że wkręcanie żarówki przez kobietę jest szybsze, niż proszenie o to pół roku męża.

Ot co, stała się jedną z tych kobiet, przed którymi niektóre matki ostrzegają swoich synów:

Kochanie, pamiętaj, że na tym świecie istnieją kobiety, które nie będą gotowały codziennie ciepłych obiadów. Nie będą stawiały Twojego prania i układały w pary skarpetek. Po tym świecie chodzą kobiety, które mówią głośno o swoich potrzebach i gderają coś o podziale obowiązków. Omijaj je szerokim łukiem.
Mamo, czy ty mówisz o feministkach?
Nie, kochanie. Nie mówię o feministkach. Mówię o szczęśliwych kobietach.

Mówią, że grzeczne dziewczynki idą do nieba a niegrzeczne tam, gdzie chcą. I może faktycznie ten słynny cytat dla nastolatek chodzących na wagary jest trafiony, ale dzisiaj rozmawiamy przecież o dorosłych, świadomych kobietach. A niestety, takie mamy czasy, w których kobiety po trzydziestce, które uwielbiają poruszać biodrami do piosenek Britney Spears i farbują włosy na czerwono, są uważane za te niegrzeczne. O niegrzecznych kobietach, które potrafią powiedzieć wprost, czego chcą, mówi się, że są niewychowane i mało mają taktu. Ach.

Kobiety, które nienawidzą sprzątać, a w ich domu zamiast kwiatów na stole znajdziemy kilka kubków po zielonej herbacie sprzed kilku dni nazywa się bałaganiarzami. A jeśli ze zlewu, niczym góra lodowa wyłania się stos talerzy, to już w ogóle niechlujstwo. Zastanawiasz się pewnie, co w sytuacji, w której przychodzi Pani Rozenek pod postacią innej osoby i robi test białej rękawiczki. Otóż w tej sytuacji to już w ogóle POZAMIATANE, hehe.

Ta moja synowa to nic domem się nie zajmuje, ale na paznokcie to chodzi raz w miesiącu. Na fitness dwa razy w tygodniu. A mój Staś tak zmizerniał. Schudł chyba ze 130 na 100 kilo. Lodówka pełna zieleniny, na próżno szukać bigosu.

Poukładane, to najpierw trzeba mieć w głowie, a nie w domu. Czasami nie da się tego wszystkiego pogodzić. Warto odpuścić – porządek, niezdrowy związek czy toksycznych znajomych. Zafarbować te włosy, wymalować usta najjaskrawszą szminką. Założyć mini i gdzieś mieć cellulit. Wygarnąć szefowi, co wkurwia. Powiedzieć wszystkim, co się czuje. A później? Odetchnąć i cieszyć się życiem. No i być trochę tą niegrzeczną kobietą. Pozwolić sobie na to bez względu na stereotypy i opinię innych.

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *