Zastanawiałaś się kiedyś, co by było, gdybyśmy po rozstaniu pisały referencje swojego partnera, a on musiałby zrobić to samo? Taką opinię pokazywałybyśmy już innej osobie, którą potencjalnie moglibyśmy obdarzyć jakimś lepszym, głębszym uczuciem. Facet dawałby nam swój dokument wypisany przez jego byłą, a my swoje papierki podpisane przez naszego ex. Ile osób by z nas zrezygnowało? I od ilu mężczyzn my byśmy uciekły, czytając pierwsze zdanie?

Wiem, to głupie. Ale ja czasami mam głupie pomysły. I założę się, że właśnie w mojej opinii, w pierwszym akapicie właśnie to byłoby napisane: „Uważać, ma głupie pomysły, które często realizuje”. Sam etap pisania takich referencji wydawać się może interesujący. I prawda jest taka, że każdy z nas po rozstaniu je pisze, chociażby w myślach. A później wysyła daleko w kosmos albo chowa w sercu. To zależy.

***

Kobieta pierwsze co by zrobiła, to kupiłaby butelkę Carlo Rossi. Mężczyzna pokusiłby się o Jacka Danielsa. Z pierwszym łykiem czuć żal, z drugą lampką jakoś lżej, a przy trzeciej puszcza się ulubioną, pozytywną piosenkę i wszystko wydaje się lepsze. „Może on nie był taki zły?”. Kolejny łyk – „Jednak był”. Kiedy wszystko zaczyna się trochę mieszać, najlepiej odpuścić. Podejść do tego następnego dnia.

Następny dzień. Tym razem bez szumu w głowie, ale za to z szumem w sercu. On jest trochę gorszy. To wtedy zazwyczaj mężczyźni zapisują się na siłownię, zaczynają zdrowo się odżywiać, a kobiety ścinają i farbują włosy. Zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego większość kobiet po rozstaniu zmienia swoją fryzurę? A następne co robi, to wychodzi z koleżanką na piwo? Ja nie wiem dlaczego, ale tak jest. Osobiście, przestałam już zmieniać fryzury, robić porządki w szafie i bawić się na całego. Nie miałabym już włosów i straciła fortunę. Nie mniej jednak jest to swojego rodzaju naturalny manifest i odruch. Nowe życie, nowa ja. Nowy ty. I w ogóle wszystko nowe. Po kilku dniach zmian i układania swojego życia na nowo, jesteśmy w stanie coś przekreślić w pisanej opinii. Często też dodamy coś miłego.

Później nastaje kryzys. Okazuje się, że włosy wcale nie zmieniły naszego życia. Mężczyźni zdają sobie sprawę z tego, że żadna dziewczyna na siłowni nie jest taka fajna, jak ich była kobieta. „Testosteron, estrogeny – nic mi po tym. Wszystko unosi się w powietrzu, ale ja nie chcę tego. Chcę wrócić, tęsknie do tego, co miałem. Nie było w sumie tak źle”. I znowu siadamy do pisania referencji. Tym razem brzmią trochę jak romans, a gdyby miały smak, to przypominałby gumę balonową z naszego dzieciństwa, za którą tak tęsknimy, bo była taka słodka.

Ten kryzys ma ogromne znaczenie. Większość par zaczyna rozumieć, że jednak nie było tak źle. Próbują dalej. Z jakim skutkiem? Różnie bywa. Mam nadzieję, że z jak najlepszym. Są również tacy, którzy wiedzą, że nie ma powrotu. Nie chcą. I wiedzą, że ten kryzys minie. Że to najlepsza decyzja. Że nowe życie stoi otworem, trzeba tylko poczekać. Nic na siłę. Dosłownie jak z lampką wina, czy też szklanką whisky. I Ci drudzy dalej piszą referencje.

Ale na referencje nie można długo czekać. Każdy lubi podsumowywać swoje życie na każdym kroku. To daje możliwość analizowania i dążenia do coraz lepszego bytu. Ok, więc powoli kończymy. To, jak będzie wyglądała nasza opinia wystawiona swojej drugiej ex-połówce, zależy tylko od nas. I zawsze będziemy odczuwali stres podczas odbierania swojego dyplomu. „Czy zrobi ze mnie wariatkę, którą nikt nie pokocha?”. „Czy ona napisze, że jestem życiowym nieudacznikiem?”. „Przecież jak ktoś dowie się, że zarabiam najniższą krajową, od razu mnie odrzuci”.

***

Każdy, kto dostałby taką opinię, musiałby ją zachować. A później, kiedy zdałby sobie sprawę z tego, że być może poznał kogoś wyjątkowego, musiałby ją wyciągnąć. Ta druga osoba również musiałaby pokazać swoje papierki. Zamiast jednak czytać je wzajemnie i analizować, powinni je spalić. Ludzie mówią, że dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi. Błędnie interpretują, że chodzi o to, żeby do siebie nie wracać, albo nie podejmować tych samych decyzji – błędnych. Nie wiedzą jednak o tym, że ta złota myśl ma coś zupełnie innego w przesłaniu. Rzeka nigdy nie jest taka sama. Zmienia się. Dla jednych woda w niej wydaje się zimna, a dla innych jest ciepła, idealna. Czasami ktoś do niej wrzuca śmieci, ale ona wraz z prądem i z czasem – wyrzuca je na brzeg. Chociaż cały czas tak samo się nazywa. To inna woda.