Ona była kobietą po przejściach, która zamknęła pewien rozdział w swoim życiu i postanowiła ŻYĆ.

On był dojrzałym mężczyzną, który szukał miłości swojego życia.

Ona jedyne czego chciała, to poczuć wreszcie chłodny wiatr we włosach. Wykupiona wycieczka last minute, a w planach przeprowadzka do egzotycznego Kraju.

Podczas kiedy ona odbierała swój paszport, on kupował warzywa na pobliskim targu.

Ona cieszyła się, że wreszcie poleci gdzieś sama.

On miał już dość samotności.

I spotkali się. Pan Jace z Panią Lucy. Ona nie wpadła na niego, idąc przed siebie. On nie szturchnął jej ramieniem. Nie sprawił, że z rąk wypadły dokumenty. 

Była miłość?

Nie.

Nie od razu. Później chyba też nie.  A może się mylę? Może tak powinno wyglądać to wszystko?

[…]

– Ja chcę podróżować, odkrywać to, co jeszcze mi nieznane.
– A ja bym chciał, żeby w moim mieszkaniu przestało rozbrzmiewać echo.

A jednak coś do siebie poczuli. Coś unosiło się w powietrzu. Jakaś naturalna świeżość, ze słodkim wspomnieniem zimy. Jakby dwa żywioły zderzyły się ze sobą. Pytanie tylko, jakie to miało konsekwencje?

Kanapki z dżemem i kawior na śniadanie. Zimny prysznic i gorąca kąpiel. Głośny koncert i wizyta w filharmonii. Wicie gniazda, z którego zaraz ktoś miał wyfrunąć.


Jak ptak, który odlatuje do ciepłych Krajów, tak Lucy miała wylecieć. Tam żyć, tam się bawić, tam odkrywać. Nie zamierzała jednak wrócić na wiosnę.

Przecież się umawiali, że to tylko romans, że to na chwilę. Że za jakiś czas, obydwoje pójdą w swoją stronę. On dzięki niej nie czuł się samotny, ona przez niego poczuła się kochana. A jednak nie chcieli nic zmieniać, iść na kompromis. Lucy myślała, że on poleci z nią. Jace miał nadzieję, że ona zostanie.

Ostatnie wyjście razem na spacer. Ostatni zachód słońca we dwoje. Ostatnie rozmowy, którym towarzyszył dreszcz emocji. Ostatni pocałunek w blasku księżyca. Ostatni raz w domu unosił się zapach szaleństwa pomieszanego ze spokojem. Ostatni raz ktoś nie czuł się samotny. Tego wieczoru wszystko było ostatnie.

A następnego dnia Ona odfrunęła z myślą, że chce spełniać marzenia.

A on płakał przez cały dzień. Kropelka, po kropelce. Od oczu aż po ziemię. Skapywały najlepsze chwile w jego życiu.

I obydwoje, tęsknili za tym zapachem, który unosił się w każdej części domu. I tęsknili za tymi spacerami o zachodzie słońca. Zrozumieli, że jedyne, co ich może uszczęśliwić to obecność. Pomieszanie z zagmatwaniem. Ale czy nie było już za późno?

Dla nich na szczęście nie było. Pytanie tylko, czy dla nas nie jest?