Upał. Najchętniej nie wychodziłabyś z basenu. Jedną ręką trzymałabyś szklaneczkę z zimną wodą – koniecznie z lodem. Natomiast palcami drugiej ręki malowałabyś serduszka na wodzie.

 

Co jeszcze?

Lekki wiatr, który delikatnie uciekałby między kosmykami Twoich włosów, pomógłby Ci się równomiernie opalić.

I ta cisza. Jak ja kocham ciszę. Ty zapewne też. Więc wokół Ciebie panowałaby głęboka cisza. Ciii. No, może raz na jakiś czas spragniony ptaszek zaśpiewałby Ci piosenkę.

No niestety. Do urlopu daleko albo w tym roku w ogóle urlopu nie będzie. A pogoda jest zawsze wtedy, kiedy siedzisz w pracy. Skąd ja to znam?

Albo jeszcze inaczej. Nie masz basenu albo nie masz ogródka, w którym mogłabyś postawić nawet mały basenik. Też to znam. Wyjście na odkryty basen odpada, bo:

– za dużo ludzi
– w stroju kąpielowym wyglądasz źle
– nie masz stroju kąpielowego.

To też znam.

Jak więc radzić sobie w te upały? W te piekielne temperatury, które powodują, że najlepszy podkład spływa po Twojej buzi? Jak radzić sobie z tą temperaturą, kiedy wiatrak w pracy i w domu to za mało? Jak radzić sobie, kiedy pięć wiatraków i klimatyzacja nie spełnia Twoich oczekiwań? Co zrobić w sytuacji, kiedy woda z lodem i bluzeczka z lnu nie pomaga? I kiedy Twoje uda sklejają się, kiedy założysz nogę na nogę? Ok, zbyt dużo pytań. Za mało odpowiedzi. Ale kiedy kleją się uda, wystarczy posypać je delikatnie mąką lub pudrem. Działa.

A co zrobić, kiedy narzekamy na upały?

W upały myślę sobie o zimie. I przypominam sobie ten słynny tekst z wiadomości: „ZIMA ZASKOCZYŁA KIEROWCÓW”. I wracam myślami do tych kurtek ocieplanych, do tych kozaków pod tyłek, żeby tylko było ciepło.

I ty też wyobraź sobie te przeziębienia i ten czosnek w mleku. Przypomnij sobie, jak któregoś grudnia zastanawiałaś się, czy wolisz zmarznąć, czy wyglądać wystrzałowo. Przypomnij sobie ciapę, przez którą przemokły Ci buty. I przypomnij sobie, jak musiałaś wyskoczyć po mleko o osiemnastej, ale bałaś się, że zamarzniesz. Może Ci się wtedy po prostu nie chciało? Przecież było już ciemno.

Chyba nienormalne jest myśleć o zimie w lecie. Ale czasami coś, co jest dziwne, jest skuteczne. Sama nie wiem co wolę, ale kiedy myślę o zimie, to mam dreszcze. A kiedy wiem, że jutro znowu promyki słońca będą chciały ogrzać moje zimne serce, to bardzo się cieszę. Chociaż one próbują. 🙂