POCZĄTEK.

ONA: W końcu odważyłam się do niego napisać! Kosztowało mnie to sporo nerwów. Dopiero koleżanka mnie do tego namówiła. Czy odpisze? A jak nie odpisze? A jak mnie oleje? W sumie co mi tam… Najwyżej przeproszę i powiem, że pomyłka albo że byłam pijana.

ON: O!

ONA: Odpisał, chce się ze mną spotkać. A jak mu się nie spodobam? A jak nie będę miała o czym z nim rozmawiać? Ej, a jak on w ogóle nie przyjdzie? Może nie powinnam w ogóle przychodzić na miejsce spotkania? A jak on będzie z kolegami tylko po to, żeby się ze mnie pośmiać?

ON: Piątek na 20:00. Ciekawe co z tego wyjdzie.

PIĄTEK.

ONA: Nie mam co na siebie włożyć. We wszystkim wyglądam jak worek. Wyskoczył mi pryszcz. Zresztą… Jak mam się ubrać? Sukienka, czy dżinsy? Założę spodnie i zwykłą koszulkę. W sumie nie umawialiśmy się na randkę, tylko spotkanie. Jeszcze pomyśli, że mi zależy, czy coś. A z drugiej strony, żeby nie pomyślał… W sumie co miałby pomyśleć? Uspokój się.

ON: Koszula i dżinsy – wyglądam w porządku.

ONA: Żeby tylko nie zapytał: „Gdzie idziemy?”. Musi być zdecydowany. To w końcu facet. Niech mnie czymś zaskoczy, tylko niech nie każe mi wybierać.

ON: Zabiorę ją do tej restauracji na rogu. Klimat jest w porządku.

SPOTKANIE.

ONA: A jak on powie, że jestem brzydka?

ON: Jest piękna, tylko niepotrzebnie naładowała tyle pudru.

ONA: A jak zobaczy, że mam pryszcze i stwierdzi, że o siebie nie dbam?!

– Mam dwa psy.
– Super! Ja kocham chomiki!

ONA: Chomiki? Spaliłam się na starcie. Czuję, że robię się czerwona. Co mi przyszło do głowy z tymi chomikami.

ON: Jest zabawna. Myślałem, że będzie sztuczna i ordynarna. Pomyliłem się.

ONA: No co mi do głowy przyszło z tymi chomikami! W życiu sobie tego nie wybaczę. Ja nawet nie miałam żadnego w domu!

KONIEC SPOTKANIA.

– Mam nadzieję, że się jeszcze umówimy
– Pewnie, ja też mam taką nadzieję!

ONA: Mogłam nie mówić, że mam taką nadzieję. Pomyśli sobie, że się w nim zakochałam albo, że od razu chcę go na męża. W sumie na męża by się nadawał… A jeśli powiedział tak tylko z grzeczności i już nie zadzwoni? Po co ja mówiłam, że mam taką nadzieję? Mogłam powiedzieć: „OK”.

ON: Będę myślał o niej cały wieczór. Jutro do niej zadzwonię i umówimy się na następne spotkanie.

ONA: Zadzwonię do Aśki. Wszystko jej opowiem i przeanalizujemy całe spotkanie.

ON: Kładę się spać, ale nie wiem, czy będę mógł zasnąć.

PO ROKU.

ONA: Po co ja z nim zamieszkałam? Jesteśmy jak dwie oddalone od siebie planety. Jak ogień i woda. Czy to ma sens?

ON: Musimy się dotrzeć. To trochę trwa.

PO PÓŁTORA ROKU.

ONA: Jest cudownie. Mam najlepszego mężczyznę na Świecie. Żałuję, że tyle razy chciałam go wymienić, uciec. To nasz czas.

ON: Już się nie ubiera tak pięknie, jak kiedyś i nie otwiera okna po skorzystaniu z toalety. Krzyczy, kiedy ma okres i nie mogę do niej podchodzić, kiedy jest wkurzona. Kocham ją. Jest najpiękniejsza.

PO DWÓCH LATACH.

ONA: Zaczął chodzić na siłownię i wraca później z pracy. W ogóle mnie nie dostrzega. Przestałam się mu podobać. Nie zależy mu już. Na pewno ma kogoś na oku.

ON: Zbyt wysoki cholesterol jak na dwudziestopięciolatka. Czas zrobić coś ze swoim zdrowiem. Dlaczego ONA chodzi taka wkurzona? Bo zacząłem dbać o siebie? Może mi zazdrości? Zapytam, czy chce chodzić ze mną na siłownię.

ONA: Ten idiota dał mi do zrozumienia, że jestem za gruba! No tak, bo ja nie wyglądam, jak te wszystkie baby z siłowni: tyłek Kim Kardashian i bezglutenowy brzuch!

PO PIĘCIU LATACH.

ONA: Znowu kłótnia o pierdołę, ale się nie przyznam, że on ma rację. Dwa dni i przejdzie.

ON: Wiem, że ona wie, że przegięła. Poczekam dwa dni i jej przejdzie.

ONA: Dwa dni minęło. Czas się odezwać.

ON: Zacznę pierwszy, bo wiem, z jaką trudnością jej to przychodzi.

ONA: Może wyjdzie z kolegami na piwo, to będę miała cały wieczór dla siebie? Może zrobię maseczkę, peeling. A później włączę komedię romantyczną i będę łkać przez cały wieczór!

ON: Dzisiaj sobota, to może wyjdzie gdzieś z koleżankami, a ja zaproszę kolegów i będziemy grali w Fifę.

PO SIEDMIU LATACH.

ONA: Przytyłam.

ON: Przytyła. Ja w sumie też.

ONA: Dobrze, że zdecydowaliśmy się na siłownię.

ON: Przypomnę jej kiedyś, jak nie chciała ze mną chodzić, a teraz sama ciągnie na trening.

PO DZIESIĘCIU LATACH.

ONA: Dlaczego on tylko przystojnieje, a ja po prostu się starzeję? Jakim cudem ma mniej zmarszczek ode mnie? A jak on pozna jakąś młodą siksę? Muszę wybić tę myśl z głowy!

ON: Jest taka piękna.

ONA: A w sumie… Jak będzie chciał, to odejdzie do innej! Ale nikt mu takiego obiadu nie zrobi jak ja!

ON: O czym ona tak myśli?

PO PIĘTNASTU LATACH.

ONA: Pewnie zapomniał, że mam dzisiaj urodziny. To nic. Bo ja zapomniałam o urodzinach jego matki.

ON: Pewnie myśli, że zapomniałem o jej urodzinach. I ma rację. Obejrzymy dzisiaj wieczorem film i zamówię pizzę w kształcie serca.

ONA: Pizza w kształcie serca – jak co roku od kilku lat. Ale co tam – najważniejsze, że jest.

ON: Ona chyba naprawdę wciąż mnie kocha.

PO DWUDZIESTU LATACH.

ONA: Jest dobrze. Kocham go. Mam wszystko.

ON: A co jeśli już się jej nie podobam? Ostatnio spojrzała na innego takim wzorkiem. Dawno jej takiej rozpromienionej nie widziałem. Nałożyła tyle makijażu jak dwadzieścia lat temu na naszym pierwszym spotkaniu. Coś jest na rzeczy… Dokąd się wybiera? Komu chce się spodobać?