Ona – pewna siebie kobieta przed trzydziestką, która jak nic ceniła sobie spokój. On – bliżej czterdziestki, zawsze chaotyczny i roztargniony. Dziesięć lat temu jakiś amor musiał zadziałać coś w ich przypadku, bo daję sobie rękę uciąć, że z pomocą charakterów to by się nie zakochali. Trochę magii, szczypta zirytowania i odrobina intrygi – może to ich  przepis na związek idealny? Bo kochali się jak te kundle z bajki Disneya. I walczyli o siebie zawsze i wszędzie, okazując sobie szacunek. Czy takie pary istnieją naprawdę? Oczywiście.

Związek może rozpaść się przez wiele rzeczy: zdrada, kłamstwa i wypalenie to kilka najczęściej spotykanych czynników. No, ale przecież są ludzie, którzy dają sobie drugą, czy nawet trzecią szansę. I są szczęśliwi, prawda?

Wracając do naszych bohaterów. Oni postanowili, że wybudują dom. To miał być nieduży domek, bez basenu i wielkiego garażu. Wystarczyło im, żeby schronienie pomieściło sypialnie dzieci. O dzieciach marzyli zawsze.  Zależało im jeszcze na ogrodzie, w którym dzieciaki bawiłyby się do zachodu słońca. Wyobrażali sobie, jak gromadka latorośli biega rankiem po mokrej od rosy trawie. Oni w tym czasie skradaliby sobie pocałunki.

Ale budowa domu wcale nie jest taka łatwa, zwłaszcza gdy ma się ograniczony budżet. Kiedy ich oczom ukazało się pudło z cegieł, postanowili, że resztę wykończą sami. Nawet jeśli miałoby to kosztować sporo wysiłku i nerwów. Obiecali sobie, że do ostatnich kropel lepkiego potu i do ostatnich sił będą walczyć o gniazdo, w którym stworzą swe pisklęta.

I zaczęło się. Ośmiogodzinna praca, a po niej od razu na plac budowy, który z czasem przerodził się trochę w plac walki. Wybieranie kafelek do łazienki i podłóg to pikuś w porównaniu z ich zamontowaniem. Gdy wracali do swojej wynajętej kawalerki, nie mieli nawet sił na prysznic. Kładli się brudni, spoceni i coraz mniej szczęśliwi.

Pewnego dnia zadzwoniła przyjaciółka:
– W piątek urządzam imprezę! Nie może Was zabraknąć!
– Ale zabraknie. Musimy kończyć ten dom – odpowiedziała nasza bohaterka ze łzami w oczach.

Rocznicę spędzili na malowaniu przedpokoju i jadalni. Okazało się, że farba, którą wybrali w pośpiechu, jest za ciemna. Mało tego – instalacja elektryczna nagle przestała działać. Wieczór, w którym mogli iść na randkę, wypełnili przekleństwami rzucanymi pod nosem i potem, którego zapach już dawno zaakceptowali. Po raz kolejny, kiedy wrócili do domu, nawet nie powiedzieli sobie „dobranoc”. Zamiast tego od razu oddali się objęciom Morfeusza.

Jego roztargniony umysł zaczął przeszkadzać żonie. Dokładnie po tym, jak zamówił meble robione pod wymiar jego oka. Szafa do sypialni okazała się za mała, a zagłówek łóżka nie mieścił się pod skosem. Ona jednak nie pozostawała mu dłużna. Zaczęła po kilka razy dziennie powtarzać, że chce odpocząć i gdyby nie jego roztargnienie, to już dawno by skończyli.

Coraz częściej powtarzali takie: „uhhh”, po którym obydwoje zakrywali twarz i brali głęboki oddech.

Gdy już byli prawie na końcu, postanowili, że zrobią sobie dzień wolnego i pójdą na urodziny jego mamy. I gdy już siedzieli w rodzinnym gronie ponad dwie godziny, stwierdzili, że lepiej będzie, gdy już sobie pójdą. Romantyczna kolacja przy świecach, czy może chipsy i film? Spacer po parku? Nic z tych rzeczy. Skręcali meble w blasku księżyca. Nie kłócąc się i nie rozmawiając w ogóle. Cisza.

I nadszedł ten dzień! Wszystko skończone! Przeprowadzka do wymarzonego, wyśnionego domu. Ostatnie poprawki: tu przesunąć, tam coś postawić i gotowe!

To był ostatni dzień, w którym czuli się zmęczeni. To był pierwszy dzień, w którym zaczęli ze sobą rozmawiać jak dawniej. Ale już nic nie było tak jak kiedyś i oni o tym dobrze wiedzieli.

– Zaczynamy nowe życie!
– Było warto.

Bo warto się poświęcać. I chociaż droga do celu zawsze niesie ze sobą konsekwencje, to nie można się poddawać. Nieważne, czy chodzi o naprawianie związku, relacji rodzinnych czy awansu w pracy. Wszystko, co może nas uszczęśliwić, jest tego warte.