„Drogi pamiętniku. Dzisiaj przyjechaliśmy na Mazury”. Bardzo dobrze pamiętam moment, w którym postanowiłam pisać swój pamiętnik. Z każdym słowem, zdaniem, było mi lżej przyznawać się do swoich dziecięcych wątpliwości i marzeń. W ciągu kilku lat uzbierałam pokaźną kolekcję moich zmartwień i małych radości.

Lata nastoletnie były wręcz tragedią, niekiedy i horrorem. Kiedy to na łamach moich osobistych kartek przeklinałam cały świat, który, miałam wrażenie – był przeciwko mnie. Słońce świeciło za oknem, a ja wylewałam czarne i zimne łzy na te przesiąknięte żalem kartki. Ten okres minął, a ja, jeszcze bardziej niż o prywatność mojego pamiętnika, dbałam o prywatność moich pierwszych miłosnych listów. I chociaż te lata są tylko spisem uczuć i już nigdy nie powrócą, to ja do dzisiaj znam na pamięć charakter pisma adresata. Pamiętam wyrwane kartki z zeszytu od matematyki i pamiętam kończący się tusz od długopisu w najważniejszej części moich i jego listów.

Dorosłe życie spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Zamiast listów kipiących niewinną miłością i planami na przyszłość, przyszło otwarcie mówić o swoich uczuciach. I tu się okazało, że lekcja ta była jedną z najważniejszych. Z jednej strony chęć twórczego życia, z drugiej obudzenie się w rzeczywistości człowieka, który jutro ma zapłacić rachunki. Z jednej strony sen o szczęśliwym życiu i marzenia o miłości wielkiej, najpiękniejszej, a z drugiej, ta szara pogoda w sercu, z którą ciężko było mi się zmierzyć nawet w upalne lato. Znów na moment zaczęłam myśleć, że świat jest przeciwko mnie.

Tym razem jednak szybko ochłonęłam. To ja byłam jedynym swoim wrogiem największym. To ja byłam odpowiedzialna za swoje życie. To ja w siebie nie wierzyłam, podczas kiedy inni trzymali moje skrzydła i nie pozwalali im chociaż na chwilę iść ku dołowi. Zaczęłam kochać życie. Zaczęłam kochać innych. Zaczęłam kochać siebie. Nauka tego jednak nie była łatwa. Zaczęłam znów pisać, ale tym razem nie były to listy miłosne. Tym razem nie były to pamiętniki. Całe moje życiowe doświadczenie, moją empatię, uczucia i umiejętności pisarskie zmieniłam w życiową, zawodową drogę.

Nie jestem już człowiekiem, który ma wrażenie, że całe życie jest przeciwko niemu. Ale za to wiem, jak to jest znaleźć się w takim położeniu. Nie jestem już człowiekiem, który miłość przelicza na zapisane kartki, ale doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak to jest z tymi uczuciami. Nie jestem już człowiekiem, który nie wierzy w swoje umiejętności, ale przeszłam podobną drogę do tych, którzy właśnie są na takim etapie życia.

Jestem człowiekiem, który rozumie, wspiera i szanuje innych. Kiedyś pisałam, że z copywritingiem to jest tak, że dzisiaj jesteś specjalistą od aranżacji wnętrz, a jutro będziesz kreatorem mody odzieżowej. Już wiem, że tak to nie działa. Z copywritingiem jest tak, że każdego dnia pokazujesz, że rozumiesz każde ludzkie pragnienia, nawet te najbardziej skryte. Odnajdujesz cząstkę siebie w nawet najtrudniejszym zleceniu i gnasz do przodu, niosąc radość innym.